Co krok albo dwa, trzeba się zatrzymać i kontemplować kolejną odsłonę otoczenia, sąsiednich gór i dolin.
Co kilka metrów - nieco inna perspektywa, coraz szersze i bardziej urozmaicone panoramy, z każdym krokiem - piękniej. Z tunelu kosodrzewiny poprzerastanej niewysokimi świerkami, skąd widać tylko kawałek nieba, stromą ścieżkę przed oczami i najbliższe rośliny, powoli wychodzi się na coraz bardziej otwartą przestrzeń, w scenerię z każdym kolejnym krokiem bogatszą we wrażenia i jaśniejszą. Od pewnego miejsca, pomiędzy poszarpanymi wiatrem i przerzedzonymi przez śnieg i mrozy gałęziami ostatnich na tej wysokości świerków, ponad zielonym i gęstym
iglastym dywanem, zaczyna pojawiać się wyniosły masyw Babiej Góry. Od tej chwili będzie nam towarzyszyć aż do końca spaceru, aż na wierzchołek Pilska, coraz wydatniej podkreślając swoje panowanie nad Beskidami.
Niepostrzeżenie, kawałek wyżej, zdobywcza sosna górska nagle ustępuje trochę miejsca głazom, skalnym płytom i wrzosowisku. To jest dziwne miejsce. Piękne, ale naznaczone smutkiem wtulonej w ciemnozielone drzewiny, mogiły młodziutkiego żołnierza, który na tym odrealnionym skrawku ziemi poległ na samym początku wojny. Smutne, tutaj jakby dysonansowe echo, cichnąc
wybrzmiewające z odległej przeszłości i refleksja o surrealizmie ludzkich losów, rodząca pytania: jak to się mogło stać? tu? kto? skąd? dlaczego? po co to wszystko wtedy było? i jeszcze przez tyle lat potem?
Znów odwracamy wzrok w kierunku Babiej. Jej dumna i niepokojąca sylwetka wraz z Małą Babią i niepozorną z tej perspektywy Mędralową, zupełnie dominują nad wschodnim horyzontem. W dolinie opodal powoli pojawia się zarys odległych gór, skąd już za chwilę wyłonią się Tatry, jak tylko chmury się rozstąpią i jak podejdziemy jeszcze kawałek. Wrzosowiska pobędą z nami jeszcze trochę, ale wkrótce potem magicznym korytarzem pośród zwartych iglastych ścian, dobrniemy dalej, wznosząc się powoli coraz wyżej, w kierunku rozleglej kulminacji Pilska.
Ociosy iglastego kuluaru są tutaj wysokie, wyższe od nas - gości z dolin, odwiedzających to miejsce, ale im dalej kluczymy wśród ich ciemnozielonej gęstwiny i podchodzimy wyżej, tak nad wschodnim horyzontem ukazują się szczyty Tatr, Morze Orawskie, a z drugiej strony - pasma Wielkiej Raczy, Rycerzowej i cały bajeczny beskidzki górski światek Słowacji. Wzrok sięga nawet do dalekich gór Czech. Właściwie, to mój ulubiony zakątek tutaj się kończy, gdyż docieramy do czarnego szlaku, skąd już tylko kawałek na polski wierzchołek. A tam - to już zaczyna się trochę inna historia. Jak dla mnie - niesłyszalna muzyka góry zmienia tonację.
P.S.: Zapraszam do lektury posta: Kopernik, Tyndall, lodowce i Matterhorn
