niedziela, 5 sierpnia 2018

Anomalia Karakorum - polskie, letnie akordy

K2, zdj.: Kacper Tekieli, 2017
Gigantyczny sukces, jaki odniósł  Andrzej Bargiel, świetne osiągnięcie Adam Bieleckiego i dwa nadzwyczajne cuda ocalenia: Ricka Allena i Alexa Gukova, wszystko to przy akompaniamencie ostrych, durowych akordów wybrzmiewającej anomalii Karakorum, jej zachłannego gromadzenia zapasów śniegu i lodu na nadchodzące czasy. Czasy, w których w klimacie i pogodach wszystko gwałtownie przyspiesza i będzie przyspieszać coraz bardziej, wśród opadów śniegu i deszczu, wśród lawin i upartych chmur.
Obserwując zmagania sportowe z perspektywy dostawcy opracowań prognoz pogodowych, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ten widowiskowy spektakl z udziałem Polaków, na tle K2, Broad Peak i Gasherbrumów, toczy się na przekór i wbrew oporowi stawianemu przez samą Naturę. Spisując codziennie dziesiątki danych na potrzeby prognoz dla wypraw i bezustannie sprawdzając serwisy pogodowe oraz mając w pamięci dane z kilku poprzednich lat, a nawet z minionej zimy i wyprawy narodowej na K2, nie mam już złudzeń, co do dalszych, najbliższych losów klimatu i stanów pogodowych w górach najwyższych, i nie tylko. Wyprawa badawcza projektu The Karakoram Anomaly Project poczyniła kolejne spostrzeżenia również wpisujące się w przyszły scenariusz przyspieszenia i radykalizacji zdarzeń pogodowych i lodowcowych. Nie wiem, jak długo jeszcze wytrwa anomalia, być może już doświadcza stanu przesilenia. Nie wiem i nikt tego nie wie. Jeśli napędzające ją mechanizmy, które opisałem w poprzednim odcinku są dobrze rozpoznane, to jeszcze przez jakiś czas będziemy obserwować dodatni bilans substancjalny wody w Karakorum, ale równocześnie, powoli klaruje się obraz rosnącej niedostępności tych gór z powodu opadów w sezonie tradycyjnie wspinaczkowym i najwyraźniej nie należy oczekiwać powrotu do dawnych, schematycznie przewidywalnych stanów pogody.
Chmura, która utrudniała zjazd Andrzejowi
zdj.: Marek Ogień
Już teraz można jedynie liczyć na krótkie okna bez opadów, a Natura coraz mniej czasu pozostawia na ustabilizowanie się świeżego śniegu przed pojawieniem się dobrego okna, coraz częściej w relatywnie wysokich partiach lodowców - powyżej 6200 m pada deszcz, co degraduje pokrywę śnieżną i otwiera szczeliny w lodowcach, a szczeliny zamaskowane - no cóż... nie mają nad sobą dostatecznie wytrzymałych mechanicznie mostów śnieżnych. Nieciekawie. A poza tym, nikt nie lubi brnąć po uda w mokrej breji i do tego pod palącym słońcem, albo w deszczu - do wyboru. Ciepło, coraz cieplej.
Gasherbrum IV, Świetlista Ściana
User:Flothias , CC-BY-SA-3.0
(http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/),
via Wikimedia Commons

Jeszcze tym razem się udało - fenomenalny zjazd Andrzeja, kolejny ośmiotysięcznik Adama, jest dobrze - ale - pamiętajmy - za cenę doraźnej weryfikacji, a właściwie to redukcji wcześniejszych planów, właśnie z powodu opadów i późniejszego lokalnego ocieplenia, z deszczem wysoko w górach. Tym większy powód do dumy i radości, że jednak się udało, choć nie w całości, to mimo wszystko powiodło się to, co było w planach najważniejsze, na przekór pogodzie i w pięknym stylu.