środa, 2 stycznia 2019

K2 - szklany sufit

K2 z bazy, marzec 2018, zdj. Piotr Tomala
Nadal mam ogromne wątpliwości, czy ludzki organizm potrafi funkcjonować przez wiele godzin zimą w strefie szczytowej K2, bez wspomagania tlenem, co byłoby wszelako działaniem w stylu staroświeckim i niesportowym według dzisiejszych standardów. Trudna sytuacja, trudna decyzja, skomplikowana taktyka wsparcia.
Zważywszy jednak na: szerokość geograficzną, lokalne stany fizyczne atmosfery i nieznośną zimową bliskość tropopauzy,  zdolności adaptacyjne organizmu himalaisty w tym wszystkim i przy tak dużym wysiłku. Po kilku tygodniach mieszkania i harówki w warunkach niczym w zamrażalniku, z którego wypompowano połowę powietrza.
Obawiam się że to może być bardzo wielki problem, wszelkie czynności nad "szklanym sufitem" opartym na Ramieniu, do którego zimą nikt jeszcze nawet się nie zbliżył, a mimo to podczas zimowych wypraw już na poziomie C3-C4 zdarzały się dramatyczne przypadki choroby wysokościowej u zaaklimatyzowanych wytrawnych wspinaczy.
Myślę, że zimą nad "szklanym sufitem" radykalnie rośnie znaczenie dysproporcji tego co jest nad głową (biodostępność tlenu z powietrza), w relacji do tego co tradycyjnie mierzymy jako n.p.m. I myślę że zimowa ostrość tej dysproporcji jest na K2 największa na całym globie i że nikt nie wie, jak to zjawisko zadziała w realu, kiedy wreszcie komuś uda się przebić zimą ponad ów "szklany sufit". Wszystkie pozostałe szczyty, miejsca i formacje Karakorum znajdują się poniżej tej niewidzialnej bariery, a to co na K2 wznosi się ponad nią, jest jak portal do innego wymiaru. Zimą.

K2, zdjęcie: Rafał Fronia, styczeń 2018